Album na 18 urodziny Tosi, czyli opowieść o mamie, która dobrze zna swoją córkę

Nie tak dawno temu pokazywałam album na 18 urodziny „gatunek pierwszy”-w wersji ze zdjęciami i ozdabianymi kartami, do tego zapakowany w dopasowane ozdobione kartonowe pudełeczko. Kto nie widział albumu Mileny niech zajrzy TUTAJ.

Dzisiaj zapowiedziany album „gatunek drugi”, ale wciąż pierwszy, czyli najlepszy nieustannie 🙂 Tyle tylko, że w odróżnieniu od albumu Mileny, ten będzie bez zdjęć i z miękkimi, nieozdabianymi prawie w ogóle kartami w kolorze czarnym. Ale tak samo zapakowany w pasujące pudełeczko i tak samo piękny na maksa. O! I tak samo zamówiony przez mamę Młodej Osiemnastki.

A Mama, czyli pani Kasia, przysłała mi wspaniały, długi opis swojej córki, który bardzo mi pomógł w pracy nad albumem. Pokażę Wam, jak wygląda dobrze przygotowana informacja o osobie, która ma dostać album:

„Antonina, jest osobą bardzo optymistyczną, pogodną, rozgadaną, lubiącą ludzi, trochę zakręconą, z artystyczną duszą. Styl w którym się ubiera można określić w skrócie vintage. Kolory raczej stonowane: szarość, czerń, biały, bordo. Bardzo lubi żółty (taki miodowy), twierdzi że to kolor wyzwalający w niej radość, ale raczej się nie ubiera w tyn kolorze, podobnie jest z czerwienią, którą też lubi. To nie jest raczej styl typowej nastolatki w markowej bluzie i podartych jeansach. Lubi się wyróżnić, czasem jakimś elementem zszokować. Nie lubi sieciówek. Zazwyczaj wybiera „lumpeksy” i tam wyławia jakieś pojedyncze egzemplarze dla siebie. W zasadzie nie nosi biżuterii, jakieś pojedyncze bransoletki Lilou, nie znosi jak coś się na niej błyszczy. Jest blondynką, włosy zazwyczaj wiąże w koka lub ogon, pojedyncze wychodzące kosmyki zawsze otaczają jej twarz.
(…) Nie lubi minimalizmu ani nowoczesności, ceni drobiazgi, bibeloty. Jej pokój jest zapełniony różnościami,pamiątkami, drobiazgami, z którymi trudno jej się rozstawać.
Tosia uczy się w liceum, w klasie o profilu humanistyczno-artystycznym. Uczniowie tej klasy są przygotowywani aby zdać na studia plastyczne typu ASP lub architekturę. Jej marzeniem jest dostać się na grafikę komputerową i zająć się w przyszłości animacją. Kiedyś miała etap mangi, ale to już za nią. Córka dużo rysuje i maluje, w szkole ma też zajęcia z malarstwa, rysunku, aksonometrii, grafiki…Jest to jej pasja od zawsze. (…) Malarze, którzy jej się podobają to Caravaggio, Bosch, Velazquez, twórcy Młodej Polski np. Malczewski. Chętnie odwiedza muzea, wystawy, galerie. Lubi podróże, razem zwiedzamy Europę…”

No to tak mniej więcej próbka:)

I potem ja siadam z tym całym obrazem w głowie i wymyślam jak zrobić ten album na 18 urodziny. I wpada mi do głowy pomysł bazowy na papier na okładkę– ten w czarne pasy. A potem na doklejanie bibelotów, które Tosia lubi, bo kiedyś robiłyśmy warsztaty z taką okładką do albumu, (jakie to w ogóle jest niesamowite, że po 8 latach pracy w tej branży he he…człowiek ma w głowie taki bank pomysłów, które przychodzą do głowy wtedy kiedy powinny). I to wszystko już wydaje mi się odważnym posunięciem, ten chaos z bibelotów, bo w sumie nie ustaliłam tego z panią Kasią, ale tak czuję wewnętrznie, że się dobrze rozumiemy, bo przecież ona ma córkę Tosię i ja też mam, więc nić połączenia jest. Ale potem przychodzi mi do głowy pomysł całkiem szalony– żeby to wszystko jeszcze białym gesso pociągnąć- tak niechlujnie, nierówno zaciapać farbą. Ale niech tak będzie, skoro Tosia lubi vintage i niesieciówki, i artystyczną duszą jest, co lubi malarstwo, więc niech tam trochę tej farby będzie. Idę w to, chociaż pewna nie jestem czy się spodoba, czy pani Kasia nie napisze, że kicha i nierówno i naciapane. A na koniec jeszcze lecę po wszystkim kleksy z żółtej „puchatkowej” farby- na dobitkę. Albo będzie strzał w 10, albo klapa totalna. 

Po kilku dniach dostaję maila od pani Kasi: „dziś dotarł album. Jest wspaniały! Z pazurem, ale też delikatny i dziewczęcy,  nie przesłodzony- taki Tośkowy 🙂 i jeszcze ta czerwona kokarda!  Myślę że powinien się córci spodobać, jak nie to zwątpię w jej gust 😉  Przekonam się o tym za tydzień. I dam znać. Dziękuję bardzo, myślę że to będzie wyjątkowy prezent!”

Czyli już niby wszystko wiadomo, ale nie do końca, bo Tosia jeszcze albumu nie widziała. Najpierw jej Mama musi cichaczem po nocach uzupełnić go, wykleić zdjęcia, pamiątki, wpisać miłe słowa, a potem dopiero będzie efekt wow.

I było wow, a nawet wielkie WOW: „Tosia wczoraj otrzymała swój album i … była zachwycona. Jej reakcja mnie samą zaskoczyła, bo Tośka jak to nastolatka, nie przepada za swoimi zdjęciami, a tu były zachwyty, ochy i achy, że jaki piękny album, super okładka i przy szczerym zachwycie całej rodziny bardzo mnie wyściskała za ten album. Powiem szczerze, że dla mnie to wspaniała nagroda, bo nie byłam przekonana do swojego pomysłu na prezent, a praca włożona w jego wykonanie mogła okazać się nadaremna. Oczywiście wszyscy byli przekonani, że jestem autorką całego albumu, zaprzeczyłam, opowiadając jakie niepowtarzalne cudeńka Pani robi. (…) Tymczasem, pięknie dziękuję, bo pomogła mi Pani stworzyć wyjątkowy prezent dla córki, poczuć się dumną ze swojego dzieła i włożonej pracy, obdarować najbliższą osobę czymś czego sobie nie kupi w żadnym sklepie. To ogromna satysfakcja.”

A dla nas z Agą podwójna satysfakcja. Mówiłam już, że kocham tę robotę? 

 

One thought on “Album na 18 urodziny Tosi, czyli opowieść o mamie, która dobrze zna swoją córkę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *